
Mieszkasz w jednym mieście, a na święta zjeżdżasz w rodzinne strony. Wracasz pomieszkać pod swoim adresem zameldowania, przynajmniej przez chwilę. Scenariusz, który powtarza się przynajmniej dwa razy w roku każdemu, kto wyemigrował ze swoich stron w poszukiwaniu przygód i/lub szerszych perspektyw edukacyjno-zawodowych. Te przy świąteczne wyjazdy produkują wiele ciekawych myśli; pozwalają dostrzec to jak rodzinne miasto się rozwija (lub tkwi w stagnacji), co bezpośrednio prowadzi do refleksji nad własnym losem. Poza transcendentalnymi owocami takiej podróży jest jeszcze aspekt czysto przyziemny – co zrobić z resztkami w lodówce?
Czyszczenie jej zawartości powinno zacząć się z pewnym wyprzedzeniem (np. ograniczyć ilość zakupów), ale życie ma swoje metody na to abyś z łatwością o tym zapomniał. Wtedy zostajemy z ręką w nocniku i lodówką pełną produktów, które ostały się z poprzednich gotowań i nie mają ze sobą wiele wspólnego. Oczywisty scenariusz, czyli wyrzucenie wszystkiego do kosza i zapomnienie o problemie nie jest dla mnie żadnym wyjściem. Takie rozwiązanie nie jest w porządku na wielu poziomach, od moralnych poprzez „ekologiczne”, ale rozpisywać się o nich nie będę, bo jeszcze ktoś pomyśli, że mam te sprawy przemyślane i można brać ze mnie przykład.
Dla mnie taka sytuacja jest okazją do przetestowania nowych połączeń i zestawień przy użyciu wszystkich dostępnych składników. Wynikiem tego jest najczęściej przygotowanie jednego lub kilku sosów, które zamrażam. Dzięki temu będę miał gotowe rozwiązanie na to, co zabrać do pracy lub co zjeść na obiad po powrocie ze świątecznej wyprawy. Poniżej wynik mojego eksperymentu, który bardzo mi posmakował i zachęcam was do jego odtworzenia.
Czytaj dalej Seler w śmietanowym curry