Gazpacho – Upłynniona sałatka pomidorowa

„Nie ma nic gorszego jak zimna zupa” tak często moja mama mówi, kiedy staram się nie poparzyć łyżką zupy, którą wydaje się, że doprowadziła do wrzątku. Jest natomiast gama zup,  które to ogólne prawidło mają za nic – chłodniki. Ciężko nie skojarzyć ich z Ukrainą i miskami wypełnionymi głównie śmietaną lub kefirem, które pełnią rolę „zapychaczy”. Jest jednak alternatywa do tych naszych wschodnich przyzwyczajeń.

Gazpacho – zimna zupa z pomidora pochodząca z drugiego końca Europy. Sposób na ochłodę w upalne dni z Andaluzji. Tam rolę zapychacza pełni chleb i jakby na to nie spojrzeć – wydaje się to alternatywą o wiele bardziej naturalną. Ten hiszpański chłodnik od zawsze wydawał mi się tajemniczy. Wypowiadanie samej nazwy (akcent na drugie a), sieje jakiś niepowtarzalny czar. Zwykłe pytanie: „chciałbyś trochę gazpacho?” powoduje we mnie dziwnego rodzaju dumę i radość z tego, że mam coś takiego do zaoferowania.

Zupa idealna na lato. Temperatura takiej zupy to tylko jeden z jej plusów. Drugim jest duża ilość pomidorów, która świetnie wpłynie na regulowanie temperatury od środka Twojego ciała. Natomiast najważniejsze, jak dla mnie, jest to, że nie trzeba jej podgrzewać aby ją zjeść – od zdjęcia butów do zajadania mija tylko chwila.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Gazpacho – Upłynniona sałatka pomidorowa

Pomidorowa Odyseja Część III

1

Pomidorowa podróż powinna się już skończyć. Sos „cebula” jest super, smakuje jak dzieciństwo. Szczęście odnalezione. Ludzie jednak mają tę nieznośną przypadłość, że cały czas dążą do ulepszeń i chcą czegoś więcej. Nie inny los spotkał mnie i ten prosty przepis z poprzedniej części. Sezon na pomidory jest w pełni. Za grosze można kupić słoneczne jabłka i delektować się ich smakiem. Zachęcam Cię, abyś kupił przynajmniej kilogram i zrobił z niego wywar z pierwszej części tej odysei zanim jeszcze zima nie przyszła i nie ograbiła Cię ze słońca.

Na ostatnim przystanku (zamykającym pomidorową trylogię) zaproponuję Ci moją wariację na najlepszy sos pomidorowy na świecie, który w rdzeniu ma sos z mojego dzieciństwa. Czynnikiem wynoszącym skromny sos na wyżyny smaku jest malutki krewniak pomidora — pomidorek koktajlowy. Przepis długi, ale inaczej być nie może, w końcu to najlepszy sos na świecie.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Pomidorowa Odyseja Część III

Poranne Pomidory

42

Recepta na udany poranek tak naprawdę nie istnieje. W tej porze dnia wszystko odbieramy w sposób szczególny. Bodźce, które po południu nie zrobiłyby na nas większego wrażenia, od razu po wstaniu nabierają mocy, która potrafi zdecydować o tym czy dany dzień będzie wchodzeniem pod górkę, czy wręcz przeciwnie. Na szereg czynników takich jak pogoda za oknem, humor osób które spotkasz w tej krytycznej porze, czy jaka piosenka poleci w radiu, nie masz wpływu. Jest za to jedna rzecz, którą warto opanować i robić ją dobrze — śniadanie.

Poranki i smutki z nim związane mogą w naturalny sposób zniknąć i rozpuścić się w oparach porannej kawy (lub herbaty), jeżeli zestawimy je z odpowiednio przyrządzonym śniadaniem. Poniżej przedstawiam świetnego kompana do sadzonego jajka i kanapki. Przyrządzenie mieści się w racjonalnych ilościach czasowych i nie jest ono zarezerwowane tylko na te powolne niedzielne poranki (na te też coś tutaj zostanie napisane).

Nie jest to specyficzny przepis, raczej kierunek w którym trzeba się udać. W końcu to śniadanie i nie możemy pozwolić, aby brak jednego pomidora, czy za mała ilość masła wytrąciła nas z równowagi. W końcu po to przyrządzasz sobie to wszystko, aby temu zapobiec. Za każdym razem wychodzi mi trochę inaczej, w końcu każdy poranek jest trochę inny i potrzebuje trochę innej wersji.

Czytaj dalej Poranne Pomidory

Pomidorowa Odyseja Część II

blender

Gdy moja Mama wracała z pracy, absolutnie nie miała czasu i siły na gotowanie czegoś wyszukanego. Posiłek musiał być ciepły i najeść sobą zainteresowanych. Po tych wszystkich latach, dochodzę do podobnych wniosków — przecież tyranie w kuchni przez 1,5 godziny po robocie tylko po to żeby zjeść, pozmywać i powoli wypatrywać przygotowań przed snem nie zawsze jest wymarzonym scenariuszem.

Przyrządzanie jedzenia czasem powinno być szybkie a jego efekt pożywny. Jak to zrobić? Któż pomoże w takim dylemacie? Kto zamieni absolutnie wszystko w sos do makaronu lub zupę krem? Rozwiązaniem jest jedyny prawdziwie magiczny element kuchennego wyposażenia — blender.

Teraz czas na pomidorowe spaghetti mojej Matuli, które jest powodem powstania tej odysei. Jeżeli jeszcze nie masz blendera, to mam nadzieje, że po przeczytaniu tego tekstu zaczniesz odkładać na niego pieniądze.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Pomidorowa Odyseja Część II

Pomidorowa Odyseja Część I

3

Kiedy byłem mały i wszędzie biegałem zamiast chodzić, najczęstszym daniem jakie dostawałem od mojej Mamy było spaghetti z sosem pomidorowym na bazie cebuli. Cały dom pachniał wtedy smażoną cebulą i oregano. Nie piszę tego po to, żeby pochwalić się że jestem z lubelskiego, gdzie cebuli je się na potęgę (aczkolwiek trochę regionalnej dumy przeze mnie prześwituje), tylko po to żeby podzielić się z wami moją krótką drogą do znalezienia smaku dzieciństwa. Zacznijmy od początku — od aktora który będzie grał główną rolę w tym spektaklu, mowa tutaj o wywarze pomidorowym.

Jedną z rzeczy, którą chciałbym przekazać pisząc tutaj jest utwierdzenie Cię w prostym fakcie — nie można oszczędzać na wszystkich składnikach. Przez nadmierne szukanie oszczędności gubi się na smak potrawy. Najdroższe wcale nie oznacza najlepszego, Ale! Różnica pomiędzy najtańszym przecierem pomidorowym a takim ze średniej półki cenowej jest ogromna, czasami to jak wybierać pomiędzy życiem a śmiercią. Zrobienie własnego wywaru pomidorowego nie dość że jest tańsze, smaczniejsze to w dodatku zdrowsze. Oczywiście, w kluczowym aspekcie wygody przegrywa pojedynek z kartonikami ze sklepu, ale dlaczego raz na jakiś czas nie uświęcić dnia robiąc czerwony wywar którym przejdzie całe domostwo?

Przepis w PDF

Czytaj dalej Pomidorowa Odyseja Część I