Szpinak z serem Gorgonzola

16

Mam wrażenie, że szpinak był kiedyś trochę kontrowersyjny. Marynarz, który jadł szpinak miał mięśnie ze stali. Dzieci nie chciały go jeść bo jest obrzydliwy a jego konsystencja po ugotowaniu przypomina zielone błoto. Symbol siły, którego najmłodsi nie chcą jeść.

Nigdy nie rozumiałem tych skrajności. Szpinak mienił mi się jako towar luksusowy,podobny do kawioru, więc praktycznie w ogóle nie pojawiał się na talerzu. A jak słyszę, że coś smakuję jak breja to najpewniej oznacza to, że przy garach była osoba której było wszystko jedno. Z takim podejściem w kuchni nie trudno sprawić, że wszystko smakuje jak błoto.

Dzięki odpowiedniemu nagłośnieniu szpinak cieczy się dziś szacunkiem łasuchów i koneserów kulinarnych wszelkiego rodzaju. Jest on obecny w każdej szanującej się sałatce dla wegetarian, ale mała garść jego liści obok steka ucieszy lica mięsożercy.

Jak dla mnie jest to po prostu kolejny składnik który ma swoich kumpli z którymi lubi przebywać i jeżeli zorganizuje się im odpowiednie warunki to wykonają zachwycające harce na naszych językach. Ostatnio odkryłem, że pewien ser jest naprawdę dobrze rozumie szpinak.

Poniżej przedstawiam pomysł na tłustą imprezę z nietypową (póki nie spróbowałem, wydawała mi się wręcz niepasującą) przyjaźnią w roli głównej.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Szpinak z serem Gorgonzola

Pomidorowa Odyseja Część I

3

Kiedy byłem mały i wszędzie biegałem zamiast chodzić, najczęstszym daniem jakie dostawałem od mojej Mamy było spaghetti z sosem pomidorowym na bazie cebuli. Cały dom pachniał wtedy smażoną cebulą i oregano. Nie piszę tego po to, żeby pochwalić się że jestem z lubelskiego, gdzie cebuli je się na potęgę (aczkolwiek trochę regionalnej dumy przeze mnie prześwituje), tylko po to żeby podzielić się z wami moją krótką drogą do znalezienia smaku dzieciństwa. Zacznijmy od początku — od aktora który będzie grał główną rolę w tym spektaklu, mowa tutaj o wywarze pomidorowym.

Jedną z rzeczy, którą chciałbym przekazać pisząc tutaj jest utwierdzenie Cię w prostym fakcie — nie można oszczędzać na wszystkich składnikach. Przez nadmierne szukanie oszczędności gubi się na smak potrawy. Najdroższe wcale nie oznacza najlepszego, Ale! Różnica pomiędzy najtańszym przecierem pomidorowym a takim ze średniej półki cenowej jest ogromna, czasami to jak wybierać pomiędzy życiem a śmiercią. Zrobienie własnego wywaru pomidorowego nie dość że jest tańsze, smaczniejsze to w dodatku zdrowsze. Oczywiście, w kluczowym aspekcie wygody przegrywa pojedynek z kartonikami ze sklepu, ale dlaczego raz na jakiś czas nie uświęcić dnia robiąc czerwony wywar którym przejdzie całe domostwo?

Przepis w PDF

Czytaj dalej Pomidorowa Odyseja Część I

Azjatycka Popieczona Papryka

1

Czasem trafiam na przepis, który odkrywa przede mną coś nowego — jakieś połączenie smaków, ciekawa metoda, stary składnik w nowej odsłonie. Niestety, często zdarza się, że nie idzie on w parze z odpowiednim opisem jego wykonania. „Krótko podgrzewać na krótkim ogniu” — i tyle, żadnej informacji więcej. Nie do końca wiadomo jak długo, do jakiego momentu i czy to już. Dla referencji mamy jedno piękne i idealne wykadrowane zdjęcie, które najczęściej mocno rozmija się z tym, co mamy w garnku.

Nierzadko trzeba wykonać taki przepis dwa razy, żeby dopiero załapać o co chodziło kucharzowi. Doprawdy, czasem mam wrażenie jakby chcieli się popisać co takiego fajnego wymyślili, ale niekoniecznie chcą Cię nauczyć jak to ugotować. Może wykonując zdawkowe przepisy mają na celu nie odstraszać ludzi od gotowania? Nie wierzę w to. W końcu wykonanie przepisu krótkiego bez satysfakcjonującego wyniku jest o wiele bardziej denerwujące, niż poświęcenie 2 dodatkowych minut na czytaniu dokładnego opisu metody.

Poniższy przepis jest jednym z takich przykładów. Postanowiłem go trochę lepiej opisać.

Czytaj dalej Azjatycka Popieczona Papryka