Bakłażanowe pesto

Pichcić to jedno, ale mieć wystarczająco dużo odwagi i pewności siebie do tego, aby ugotować coś zupełnie nowego to kolejna część zabawy. Na studiach moje gotowanie ograniczało się tylko do magicznego połączenia rodem z Włoch: pomidora, cebuli, czosnku i makaronu. Jest to drużyna, która sprawi, że praktycznie z każdym dodatkiem wyczaruje coś dobrego. Gdy świeżo po wszystkich obronach zamieszkałem w Warszawie, zacząłem wykraczać poza swoją kulinarną strefę komfortu. Pierwsze kroczki były udane, podbudowały moją samoocenę i zdobyłem się na większy krok – postanowiłem zrobić pesto z bakłażana.

Nie chcę się na ten temat rozpisywać, ale kompletnie mi to nie wyszło. Bakłażan był niedopieczony, orzechy niepodprażone, a całość wyglądała jak zmielone błoto z trocinami. Moi goście byli przemili i chyba widząc, że to moje pierwsze odważne (bądź co bądź) przedsięwzięcie pochwalili mnie i tę dziwną papkę, którą widzieli przed sobą.  Pomysł z pesto bakłażanowym zarzuciłem i wróciłem do niego dopiero niedawno, zaraz przed sylwestrem.

Chciałem zrobić coś szybkiego i przepysznego na małą wspólną imprezkę. Dostałem od Mamy worek orzechów włoskich, a w warzywniaku moją uwagę przykuł ładny bakłażan. Przypomniałem sobie tę wpadkę sprzed kilku lat i postanowiłem, że zacznę nowy rok ze zmierzeniem się z kulinarnymi duchami przeszłości. Poniżej efekty.

Przepis w PDF

Czytaj więcej