Seler w śmietanowym curry

Mieszkasz w jednym mieście, a na święta zjeżdżasz w rodzinne strony. Wracasz pomieszkać pod swoim adresem zameldowania, przynajmniej przez chwilę. Scenariusz, który powtarza się przynajmniej dwa razy w roku każdemu, kto wyemigrował ze swoich stron w poszukiwaniu przygód i/lub szerszych perspektyw edukacyjno-zawodowych. Te przy świąteczne wyjazdy produkują wiele ciekawych myśli; pozwalają dostrzec to jak rodzinne miasto się rozwija (lub tkwi w stagnacji), co bezpośrednio prowadzi do refleksji nad własnym losem. Poza transcendentalnymi owocami takiej podróży jest jeszcze aspekt czysto przyziemny – co zrobić z resztkami w lodówce?

Czyszczenie jej zawartości powinno zacząć się z pewnym wyprzedzeniem (np. ograniczyć ilość zakupów), ale życie ma swoje metody na to abyś z łatwością o tym zapomniał. Wtedy zostajemy z ręką w nocniku i lodówką pełną produktów, które ostały się z poprzednich gotowań i nie mają ze sobą wiele wspólnego. Oczywisty scenariusz, czyli wyrzucenie wszystkiego do kosza i zapomnienie o problemie nie jest dla mnie żadnym wyjściem. Takie rozwiązanie nie jest w porządku na wielu poziomach, od moralnych poprzez „ekologiczne”, ale rozpisywać się o nich nie będę, bo jeszcze ktoś pomyśli, że mam te sprawy przemyślane i można brać ze mnie przykład.

Dla mnie taka sytuacja jest okazją do przetestowania nowych połączeń i zestawień przy użyciu wszystkich dostępnych składników. Wynikiem tego jest najczęściej przygotowanie jednego lub kilku sosów, które zamrażam. Dzięki temu będę miał gotowe rozwiązanie na to, co zabrać do pracy lub co zjeść na obiad po powrocie ze świątecznej wyprawy. Poniżej wynik mojego eksperymentu, który bardzo mi posmakował i zachęcam was do jego odtworzenia.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Seler w śmietanowym curry

Zupa pomidorowa z kapustą i ryżem


Robienie zup jest dla mnie stosunkowo nowym doświadczeniem. Do niedawna sądziłem, że jedyne, co trzeba w tym temacie zrobić to bulion, a następnie wrzucić do niego dodatki i je ugotować. O jakości zupy świadczyć miał jej profil smakowy, który nie powinien zanadto przypominać smaku bulionu. Myślałem, że na tym koniec, zapoznałem paradygmaty wykonywania zupy, a ich ignorowanie, czy obchodzenie jest skazane na gniew przodków i babć. Nie patrzyłem na zupę jak na danie, z którym można eksperymentować.

Pewien wyjazd do Legnicy i zjedzona tam zupa pomidorowa z kapustą uzmysłowiły mi, że nie ma żadnych prazasad i w sumie strasznie śmiesznie postępowałem tworząc je w swojej głowie. Kiedy otrzymałem od miłego kelnera talerz z rozgrzewającym czerwonym wywarem, poczułem zapach gołąbków. Z lekkim zdziwieniem nachyliłem się nad naczyniem i z większą uwaga pociągnąłem nosem. Rzeczywiście! – pomyślałem, i mieszając łyżką doszedłem do wniosku, że to co mam przed sobą to rozwodnione, zmielone gołąbki. Gdy rozsmakowałem się w tej zupce, mój mózg nieodwracalnie zaczął już pracować w inny sposób. Zrozumiałem, że zupy to takie rozwodnione sosy dla tego, co w nich pływa i należy je tak traktować. Po powrocie poczułem się zainspirowany, aby ją odtworzyć. Oto efekty

Przepis w PDF

Czytaj dalej Zupa pomidorowa z kapustą i ryżem

Kanapkowe smarowidła – Awokado z czosnkiem

1

Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie awokado zawsze kojarzyło się z jakimś wyższym stanem rzeczy. W mojej wyobraźni tylko bogaci w pieniądze albo w słońce mogli cieszyć się przywilejem zajadania tego przedziwnego owocu. W oglądanych za małego filmach amerykańskich pamiętam sceny, w których skąpani w słońcu biznesmeni ludzie jedli śniadanie na tarasie popijając kawę z sokiem pomarańczowym. Co mieli na kanapkach? Awokado. Albo te doniesienia z innej półkuli, że gdzieś tam daleko, jakby w innym świecie, ludzie zamiast masła na kanapki rozsmarowują awokado.

Przez te wszystkie doniesienia moje pierwsze zetknięcie z awokado było niemałym rozczarowaniem. Drogie, twarde i w sumie to jak to ma się na kanapce rozsmarować? Zderzenie z rzeczywistością było twarde i musiało upłynąć kilka lat zanim i ja i nasz rynek warzywno-owocowy dorósł na tyle, żeby znów dać sobie szansę.

Po wielokrotnych spotkaniach z awokado mogę śmiało stwierdzić, że awokado jest super pyszne i teraz już dość szeroko dostępne. Po poznaniu kilku zasad jego obsługi można się z nim z łatwością zaprzyjaźnić. Poniżej przepis na smarowidło, które właściwie jest złożone tylko z awokado i jego czas przyrządzenia zależy tylko od Twojej biegłości w obsłudze widelca.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Kanapkowe smarowidła – Awokado z czosnkiem

Kartoflanka z kminkiem

img12661

„A Jesz zupy?” – takie pytanie dostałem od mojego Taty, gdy powiedziałem mu, że nie czuje się ostatnio najlepiej. Jak się później okazało powodem był wrastający ząb (a nie brak zup w brzuchu), lecz pytanie dalej jest zasadne. Jeżeli prowadzisz tryb życia, w którym nie ma miejsca na zupę (szczególnie w zimie) choróbska zapewne czepiają się Ciebie o wiele częściej, niż byś sobie tego życzył. Mój Tata od razu przeczuł, że to tutaj może być jakiś brak w mojej diecie. W końcu zupy nie cieszą się dużym szacunkiem i nie są na tyle popularne. Spróbuję to zmienić.

Zupa to nic innego jak wywar z warzyw lub/i mięsa, w którym dodatkowo pływają różne dodatki. Niby nic, ale w sumie jest to eliksir, zawierający w sobie wszystkie wartości odżywcze ugotowanych warzyw plus sycące dodatki. Dodam jeszcze, że zajada się ją na ciepło, co równa się rozgrzaniu, a więc podtrzymaniu krążenia w dobrej formie.

Co więcej- zupy są idiotycznie proste w wykonaniu. To jest tylko wywar z dodatkami. Jeżeli jesteś leniwy (put your hand up) to kupujesz trochę lepszą kostkę bulionową i bang masz wywar. Więc wstęp masz już zrobiony. Jak już ją robisz to zrób jej dużo, a wraz z kanapką będziesz miał pierwszorzędny obiad do pracy. Nie pozostaje nic innego jak śledzenie Kuchennego Kotera i łapanie tych przepisów na zawodowe zupony.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Kartoflanka z kminkiem

Makaron z dyniowym puree

img1343

Dzisiejszy przepis to jeden z tych, który zawiera przepis w przepisie. Innymi słowy: do wykonania jednego ze składników potrzebny jest oddzielny przepis. Myślisz, że to rzadkość? Każdy przepis na pizze ma w sobie sos pomidorowy. Niby prosta sprawa, ale przecież wykwintnie wykonany winien być przecież daniem samym w sobie. Należy się choć trochę bardziej pochylić nad takim, jeżeli chcemy żeby nasza pizza lub lasagna, czy inna zapiekanka była naprawdę pyszna. Przecież zwykły sos z puszki to co najmniej średnia pizza. A jeśli można niewielkim nakładem sił zrobić z niej pizzę niezłą to czy nie warto?

Powtórzeń takich jest więcej w kuchni i szczerze wierzę w to, że im więcej ich człowiek pozna tym lepszym kucharzem się staje.  Powtarzanie tych procedur z czasem niejako zmusza do przykładania większej uwagi do ich małych szczegółów, które są bardzo ważne dla efektu końcowego. Dodatkowym plusem może być  to, że taki wypieszczony produkt jest wielozadaniowy i użyty do wielu rzeczy na raz. Oczywiście trzeba pamiętać, że tak jak ze wszystkim, z tym również przesadzić nie wolno. Nie wszystko trzeba robić samemu – i czasu i zdrowia na to nie ma, ALE! Kupowanie tylko gotowców oszczędza czas, ale na pewno nie zdrowie.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Makaron z dyniowym puree

Grzyby w cytrynowo-śmietanowym sosie

52

Wychodzisz z pracy i jest już ciemno. To jest właśnie listopad. Poziom przygnębienia ciemnościami, do których wszyscy schodzimy o tej porze roku, są ponadprzeciętne. Wraz ze spadkiem humoru spada odporność organizmu. Można to łatwo potwierdzić jeżeli wsłuchasz się w kichnięcia i pociągnięcia nosem ludzi na chodnikach.

Od zawsze żyłem w przekonaniu, że najlepszą metodą na przeziębienia i im zapobieganiu jest ciepły posiłek lub herbata z rumem (najlepiej i to i to). Na półkach w sklepach i warzywniakach jest tona produktów, które są naturalnymi skarbcami antybiotyków i witamin.

Poniżej zdrowy przepis, a oto główni jego bohaterowie: pietruszka (witamina A i D), chilli (krążenie i przeczyszcza nos), cytryna (witamina C, trawienie), czosnek (cała fura rzeczy). Grzyby nie mają nic do zaoferowania, ale śmiesznie wyglądają i pasują do pietruszki.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Grzyby w cytrynowo-śmietanowym sosie

Szakszuka – Królewskie śniadanie

51

Ludzie tacy jak ja, wychowywani w wierze chrześcijańskiej od małego, byli uczeni święcić dzień święty. To już od rodziców zależało, czy to będzie uczta przy stole w ładnych ubraniach, czy wycieczka do kościoła. Wydaje mi się, że człowiek staje się zupełnie niezależny od rodziców dopiero wtedy, kiedy zacznie świętować na swój rachunek — samemu wybierając jak ma się to odbywać.

Poczułem się naprawdę dorosły wtedy, kiedy zrozumiałem, że prawdziwym powodem do świętowania dnia siódmego nie są obiady, tylko śniadania. Liczba osób przy świętowaniu jest ograniczona przez porę dnia, ale to tym lepiej — więcej jedzenia dla Ciebie. W wąskim gronie można zapomnieć o jakiś bardziej złożonych zasadach ubioru i cały proces od przyrządzenia do spożycia śniadania odbyć w piżamie. Nie każda niedziela doczekuje się takiego święta, ale to może i lepiej, dzięki temu takie okazje nie powszednieją i za każdym razem produkują tyle samo endorfin.

Cały czar tego śniadania tkwi w jego nieograniczonych ramach czasowych, dlatego to co postawisz na stole powinno być czymś więcej, jak kanapka czy jajecznica. Poniżej znajduje się moje ujęcie daru od tunezyjskich ludzi jakim jest szakszuka.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Szakszuka – Królewskie śniadanie

Pomidorowa Odyseja Część III

1

Pomidorowa podróż powinna się już skończyć. Sos „cebula” jest super, smakuje jak dzieciństwo. Szczęście odnalezione. Ludzie jednak mają tę nieznośną przypadłość, że cały czas dążą do ulepszeń i chcą czegoś więcej. Nie inny los spotkał mnie i ten prosty przepis z poprzedniej części. Sezon na pomidory jest w pełni. Za grosze można kupić słoneczne jabłka i delektować się ich smakiem. Zachęcam Cię, abyś kupił przynajmniej kilogram i zrobił z niego wywar z pierwszej części tej odysei zanim jeszcze zima nie przyszła i nie ograbiła Cię ze słońca.

Na ostatnim przystanku (zamykającym pomidorową trylogię) zaproponuję Ci moją wariację na najlepszy sos pomidorowy na świecie, który w rdzeniu ma sos z mojego dzieciństwa. Czynnikiem wynoszącym skromny sos na wyżyny smaku jest malutki krewniak pomidora — pomidorek koktajlowy. Przepis długi, ale inaczej być nie może, w końcu to najlepszy sos na świecie.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Pomidorowa Odyseja Część III

Kanapkowe smarowidła – Tapenada

6

Pewien kucharz w Londynie, który przyuczał mnie zawodu kitchen portera (jeżeli ktoś nie wie, to tak nazywa się w Anglii zmywak) podczas jednej z lekcji podzielił się ze mną myślą, która rezonuje we mnie aż do dziś. „Żeby nauczyć się dobrze gotować, trzeba umieć robić dwie rzeczy: szybko kroić i szybko myć naczynia”. Na zmywaku nie robi się nic poza tymi dwoma zajęciami. Z rana więcej kroisz, a po południu więcej zmywasz. Jeżeli jesteś wystarczająco sprawny i masz w sobie dużo zacięcia, możesz po iluś miesiącach zostać kucharzem od sałatek. Brzmi to zabawnie, ale z tego stanowiska można już celować w stanowisko regularnego kucharza. Tak wygląda ścieżka kariery kucharskiej w dużej ilości miejsc na ziemi. Ale wróćmy do niemalże konfucjuszowej mądrości na temat kucharskiego rzemiosła i jego dwóch kluczowych umiejętności.

Szybkie zmywanie pozwala puścić wodze fantazji w kwestiach brudzenia naczyń oraz sztućców. Wyobraź sobie — gdy zaczynasz gotować wszystkie składniki są już pokrojone i czekają spokojnie w miskach, aż je wrzucisz do gara. Potrzebujesz kolejnej łyżki do wygarnięcia miodu? Wyciągasz, używasz i myk do zlewu. Po całym gotowaniu patrzysz na zlew zawalony garami i zamiast lamentować, zakasasz rękawy i po 5 min nie ma już o czym rozmawiać.

Szybkie krojenie jest potrzebne, aby móc z łatwością zamienić cebulę w kostki, które możesz potem podsmażyć jako bazę Twojego sosu. Albo cukinię w górkę niebanalnie wyglądających pasków. Uczucie szybko pokrojonego czegokolwiek daje pewną, nieopisaną radość, dającą cichą, wewnętrzną satysfakcję. Umiejętność ta wymaga ćwiczeń i nie oszukujmy się — kilku ran ciętych palców. Nagrodą za te wszystkie trudy jest przepustka do spędzania w kuchni mniej czasu i podziw w oczach znajomych. Sam nie wiem co jest ważniejsze.

Po tym wstępie możemy przejść do przepisu, który jest kanapkowym smarowidłem bądź ćwiczeniem na szatkowanie — wszystko zależy od podejścia.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Kanapkowe smarowidła – Tapenada

Szybki makaron z pomidorkami koktajlowymi i czosnkiem

5

Nic tak nie wpędza mnie w depresję i żałość jak pomidory w zimie. Ordynarnie świecą swoim czerwonym kolorem zachęcając Cię do kupna, licząc na Twój sentyment do ich smaku, który zapamiętałeś z letnich porannych kanapek z serem. Czasem w te zimowe pory desperacja i zimowa plucha doprowadzają do tego, że kupujesz te pomidorki, żeby choć na chwilę przypomnieć sobie letnie momenty z sierpniowym potem na plecach.

Przychodzisz do domu, rozbierasz się z tych wszystkich szalików i czapek, rozpakowujesz to, co upolowałeś. Chleb, masło, ser i pomidor. Zmarzniętymi rękami łapiesz za nóż i skrobiesz zmarznięte masło. Rozprowadzasz je na ukrojonej kromce chleba. Kładziesz na to plasterek sera i talarek pomidora. Wgryzasz się w tak utworzoną kanapkę i łapie Cię ogromny zawód. Pomimo lekkiego kataru czujesz wszystko: fakturę mokrego kartonu i smak rozwodnionej gąbki. Za oknem styczeń, godzina 16:00, a za oknem ciemno.

Ale jesteśmy w tym momencie bardzo daleko od takich chwil. Pomidory na ryneczkach polskich miast są świeże i pachnące, a smakiem potrafią przenieść w najlepsze chwilę dzieciństwa. Za oknem jest jasno, mimo, iż jest już 20:00, a do wyjścia na dwór potrzebujesz tylko zwiewnych klapensów. Ten wpis jest po to, aby uzmysłowić Ci, drogi czytelniku, że jest lato i wszystko jest w porządku — ciesz się tym. Poniżej przepis na kolejny szybki makaron, który pozwoli Ci czerpać więcej z dnia, bo jego przyrządzenie trwa mniej więcej tyle ile zjedzenie.

Przepis w PDF

Czytaj dalej Szybki makaron z pomidorkami koktajlowymi i czosnkiem